Wpis

czwartek, 08 grudnia 2016

Barania Góra, czyli moje pożegnanie jesieni w górach

Grudzień a ja piszę o październiku??? No cóż trochę zajęło mi czasu by się zabrać do napisania, kilku słów o naszej jesiennej wędrówce. Zawsze coś było do zrobienia i tak zeszło. Najważniejsze, że w końcu się udało.

Choć dla wielu październik w górach to środek wędrówek po rajskich zakątkach, to dla mnie niestety oznacza on koniec sezonu. Nie jestem "wariatem", (no może tylko niezdiagnozowana, jak wielu innych), by wędrować samotnie po szlakach gdy dzień jest krótki i pogoda nie pewna. W każdym razie co roku gdy MP przyjeżdża wspólnie żegnamy się z jesienią. Tym razem została wybrana Barania Góra. I chociaż nie jest to trudna technicznie wędrówka, to jednak  jest dość wymagająca pod względem odległości. Zaraz usłyszę, że mówię bzdury, bo to wcale nie daleko i takie tam. I przyznam im rację. Jednak długość szlaku zależna jest, jak każdy wie od wariantu, który się wybiera. Na Baranią Górę jest kilka możliwości m.in.

Barania Góra → Schronisko PTTK Skrzyczne
Barania Góra → Wisła, Czarna Wisełka
Barania Góra → Wisła, Czarne

My jednak postanowiliśmy zrobić pętle z Węgierskiej Górki do Węgierskiej Górki. Wg. danych podanych na www.mapa-turystyczna.pl jest to 25,8 km. Sprawdzając trasę z GPS jest trochę ponad 26 km, ale to zapewne związane jest z miejscem, w którym się parkuje samochód. i te parę metrów w tą czy w tą nie robi już wielkiej różnicy.

Pogoda w tym dniu na szczęście nam dopisała, biorąc pod uwagę wcześniejsze prognozy??? - jej miłościwie panująca Jesień obdarzyła swymi łaskami, przepięknym słońcem lekkim wiaterkiem i wspaniałymi kolorami.( nota bene jakimi tylko może się poszczycić Pani Jesień)

Zaparkowaliśmy w centrum Węgierskie Górki i ruszyliśmy zielonym szlakiem na Baranią Górę. Tę pętle można zrobić też odwrotnie. Wchodzić czerwonym a schodzić zielonym. Jednakże pętla jest dość długa, więc wejście zielonym wydało nam się rozsądniejsze, ze względu na profil wysokości.
 

 

Jeżeli chcesz zobaczyć całą trasę, kliknij poniżej :)

Trasa Węgierska Górka – Węgierska Górka w serwisie mapa-turystyczna.pl

Widoki po drodze były oszałamiające. Gdyby mieć ze sobą pędzel i talent Claude Moneta, ach cóż by to były za płótna. Drzewa skąpane w słonecznej poświacie, w brązach, żółciach i czerwieniach. Promienie światła słonecznego  przenikające przez korony drzew i jeszcze nieopadłych liści. Boże cóż to za spektakl. Gdy tak na to wszystko patrzysz, myślisz sobie Bóg to największy i najwspanialszy artysta, który stworzył dzieła nie mających sobie równych i tak wszechogarniający, że czujesz iż możesz wszystko. Ruszasz dalej zafascynowany tym co widzisz. Głowa obraca Ci się dookoła. I czujesz się jak dziecko w lunaparku lub w sklepie z zabawkami (Właściwie, to ja mam tak w wielu miejscach, zwłaszcza w pasmanteriach i w sklepach z tkaninami), któremu rodzice pozwolili wybrać jedną spośród wielu. Ktoś powie przecież jest fotografia. I tu też się zgodzę, ale żaden przekaz medialny nie przekaże tego co widzisz sercem i całym sobą.


Idziemy dalej zielonym szlakiem. Gdzieś na wysokości Kamesznicy czy Fajkówki ( nie pamiętam za bardzo) szlak wspina się ostro do góry. MP śmiał się, że to taki typowy spacerek dla emerytów. (ale chyba tych 40 letnich ze służb mundurowych i też nie dla wszystkich). Po tym małym odcinku dość ostrego podejścia, szlak wije się spokojnie. W końcu łączy z czarnym  szlakiem, który doprowadza Cię na szczyt Baraniej Góry. 
Na szczycie zaczyna mocno wiać nie siedzimy zbyt długo. Kilka fotek i znikamy. .Zresztą przed nami spory kawałek do zrobienia, a dzień nie jest już tak długi jak latem. Zachodzące słońce znowu funduje nam niesamowity spektakl w postaci gry świateł, i zmęczenie, które powoli zaczyna Cię ogarniać mija jak za dotknięciem czarodziejski różdżki. 
 Widoki porywają, ale wkrótce zaczyna się  szarówka i przyroda kładzie się do snu. Przed nami jeszcze jedno wzniesienie, ostatni rzut okiem na szczyt Baraniej Góry i zapada zmrok. Wyciągamy czołówki i w "ciemnych ciemnościach" schodzimy w dół, do kresu naszej wędrówki.  I tym razem to MP troszkę marudził przy zejściu, a nie ja:) Było super. Zmęczeni, ale szczęśliwi wracamy  do domu.

Zapraszam do obejrzenia slajdów. Serdecznie pozdrawiam il_gattino

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
il_gattino
Czas publikacji:
czwartek, 08 grudnia 2016 18:28

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • daga313 napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/08 18:57:19:

    Wspaniała wyprawa!

  • il_gattino napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/09 17:29:50:

    To prawda, było fantastycznie. I czekam na wspaniałą zimę,Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny




ogłoszenia artystyczne, informator kulturalny
Magdalena Katarzyńska

MamyCel.pl 120x90






Flag Counter




Zapisz się na newsletter!

zamów newsletter