Wpisy

  • niedziela, 21 maja 2017
    • Barania Góra II

      Wracam do dzielenia się z Wami tym co mnie fascynuje, pasjonuje i tym co powoduje, że jestem, żyję i oddycham. Tym co sprawia, że jestem szczęśliwa i spełniona. Choć może nie idzie mi to w tym roku najlepiej. Ale kto powiedział, że życie będzie idealne. Ono jest, tyle że Pan Bóg czasami sprowadza nas na ziemię, gdy zbyt wzlatujemy ku słońcu. I cieszę się, że tak się stało też w moim przypadku. Nie chodzi o to, że jestem zadowolona z problemów zdrowotnych,  (musiałabym wtedy szukać pomocy na oddziale zamkniętym), ale zdałam sobie sprawy, że potrafię walczyć, jeśli tylko tego chcę. Oczywiście łatwiej jest radzić sobie z trudnościami przy wsparciu bliskich, bo przecież każdy z nas ma chwilę zwątpienie, utraty nadziei. I tu, w tym miejscu jestem winna podziękowania MP  za całe wsparcie, doping, a przede wszystkim cierpliwość, którą mi okazuje w chwilach zwątpienia. Mam nadzieję, że i ja okażę się kiedyś tak dobrym Przyjacielem, przez braaaaardzo duże P, jak MP.
      Wracamy jednak do Baraniej Góry, która przecież jest tym razem po raz drugi bohaterką moich opowieści(mam nadzieję, że niezbyt marnych treści)

      I tak w tygodniu długiego weekendy majowego udało nam się, mimo niestabilnej pogody pojeździć na rowerze i wyskoczyć w góry.  Przygotowałam więc trasę na Baranią Górę. Tym razem nie z Węgierskiej Górki, a z Wisły. No cóż , nie wiem jak to się stało, ale nasza trasa miała liczyć 17,60 km. Starałam się by nie była zbyt długa ze względu na kontuzję z jaką mam do czynienia. Jednak po jej przejściu okazało się, że liczy ona 21,30 km.


      No tak, była krótsza niż pętla z Węgierskiej Górki do Węgierskiej Górki i może mniej wymagająca, ale ostatnie kilometry asfaltem znacznie upośledziły moją ruchomość. O rany jak ja nie cierpię asfaltu. W każdym razie trasa wzdłuż Białej Wisełki jest niesamowicie malownicza. Z kolei powrót wzdłuż Czarnej Wisełki nie jest już aż tak atrakcyjny, głównie za sprawą asfaltu i nie ma tak niezwykłych widoków, ale nie należy do brzydkich. Na pewno był to bardzo udany, wyjazd pomimo braku idealnej pogody( na szczęście nie padało ) i zmagania się z bólem. Ale czy ból i brak sielankowej pogody powinien nas ograniczać. Raczej nie. Nie można się poddawać.
      Po powrocie do domu sprawdziliśmy skąd te rozbieżności w długości trasy. Okazało się, że rysowana prze ze mnie miała trochę zbyt prostą drogę, bez zakrętów. Mam nauczkę, lepie korzystać z programów, które takowe zakręty uwzględniają w przeliczaniu długości trasy. A teraz kilka fotek z wycieczki.

      Na dzisiaj to tyle serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkim spokojnej nocy i zaczynającego się tygodnia pracy. No i oczywiście słoneczka.

      il_gattino

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      il_gattino
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 maja 2017 20:41

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny




ogłoszenia artystyczne, informator kulturalny
Magdalena Katarzyńska

MamyCel.pl 120x90






Flag Counter




Zapisz się na newsletter!

zamów newsletter