Wpisy

  • wtorek, 14 marca 2017
    • Trzy miesiące

      tyle czasu nie odwiedzałam mojego bloga. I nie z powodu braku chęci, czy znudzenia. Po prostu od początku roku dręczą mnie ciągłe bolączki.Przez prawie dwa miesiące chodziłam dwa razy w tygodniu do stomatologa, który próbował zlokalizować bolący ząb. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że dopóki nie udała się na wizytę, moje zęby były ciche
      i spokojne. Wiecie więc sami jak to jest kiedy boli ząb, nie muszę opisywać mojej z tego powodu frustracji. 
      Pod koniec ubiegłego roku "odkryłam bieganie" (ja, która zarzekałam się, że nigdy biegać nie będę. Biegać- krzyczałam, to bez sensu, to nie dla mnie
      i takie tam słabe argumenty znajdywałam, byle by nie dać się MP namówić na ten sport). Prawda jest też taka, że kiedy chodziłam do szkoły podstawowej czy średniej, zawsze wbrew mojej woli wystawiano nie do zawodów. Zmuszanie do czegoś, do czego nie ma się  przygotowania, a tym bardziej serca jest totalną porażką już w blokach startowych. Cóż jednak można było zrobić. Nauczyciel kazał???? - uczeń wykonywał. Nie ważne, że po stu metrach brakowało człowiekowi tchu, czuło się kłucie w boku,
      a w klatce ucisk jakby zgniatany był przez imadło lub trzytonowy blok. Trzeba było biec. 
      Na szczęście szkołę mam już za sobą i nic i nikt nie może zmusić mnie do czegokolwiek. Jeśli robię coś to dla własnej satysfakcji i swojego zdrowia (oczywiście poza pracą - tu rządzą trochę inne prawa:)) ). 
      Zaczęłam więc stawiać pierwsze kroki w nowej dla nie dyscyplinie i było super. Naprawdę. Każdy kolejny dzień sprawiał mi coraz więcej satysfakcji.
      Na urodziny dostałam od MP w prezencie nawet malutki gadżecik, który jeszcze bardziej motywował mnie do wysiłku.Oczywiście między czasie ząb, nie wiedzieć który i dlaczego z zemsty za odebranie mu spokoju wizytą u stomatologa dawał o sobie okrutnie znać. Przyczepiło się zapalenie dziąsła, afty, a potem angina. Nie było by jeszcze tak źle, gdyby nie samozadowolenie początkującego biegacza, które spowodowało, że nabawiłam się zapalenie powięzi podeszwowej. Z jednej strony może i dobrze, bo nie zdawałam sobie dotychczas sprawy, że mam ostrogę. Trzeba mi tylko jeszcze konia i dalej że zdobywać dziki zachód:)). Niestety ból nie okazał się wcale taki śmieszny. Nie mogłam stanąć na nogę. Wszystko okazywało się być przeciw mnie. Zaczęłam szukać. Cóż byśmy zrobili bez naszej wszechnicy wiedzy wszelakiej???? Dobrze, że istnieje , nieprawdaż?!!!! Znalazłam ćwiczenia, leki przeciw bólowe wychodziły mi bokiem, smarowałam maściami różnego rodzaju, ale to było zbyt mało. A ja chciałam i nadal chcę wrócić do uprawiania sportu. Przeczytałam o fali uderzeniowej, że jest to jedna z najlepszych obecnie metod leczenia tego typu zapalenia. (nie chciałam wikłać się w lekarzy, którzy proponują zastrzyki takie tam). Znalazłam gabinet i poszłam (nieświadoma co mnie czeka na wizytę). Małe badanie a potem pierwszy zabieg. O Boże, pomyślałam, czy ze mną już tak źle, że muszę płacić za dodatkowy ból. Masochistka czy co:))? Dzisiaj jestem już po czwartym zabiegu. Noga wraca do normalnego stanu. Przez cały czas ćwiczę, stosuję plastry. I rzeczywiście poprawa jest zdecydowana. Mam nadzieję niedługo wrócić do uprawiania sportu i mojej małej twórczości artystycznej (jeśli można ją tak nazwać). Oczywiście to nie tak, że zrezygnowała całkowicie ze sportu. Pomyślałam, że skoro nie mogę biegać, to mogę jeździć na rowerze. I w pierwszy  weekend marca udało mi się pojechać na małe wycieczki rowerowe. Wiosna powoli nieśmiało zaczęła roztaczać swój urok. Ja niestety przypłaciłam zaognieniem  bólu stopy, ale  co tam. Czego nie robi się dla sportu. Pogoda była taka piękna, a rower wołał chodź, nie daj się prosić. Chociaż na chwilkę.  Cóż więc było robić. Ubrałam się. Złożyłam kask, butki, okulary, oczywiście mój gadżecik - garminek i pojechałam. Było cudownie pomimo późniejszego bólu. Za wszystko trzeba jak widać zapłacić. Było jednak warto. Po niżej kilka zdjęć z mojej ulubionej puszczy. A teraz znikam. Czas coś poczytać, bo potem trzeba rehabilitować nóżkę Pa pa  i miłego popołudnia.
      Ale się spisałam???- no, no.Widać wracam do siebie.

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Trzy miesiące
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      il_gattino
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 marca 2017 17:34

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny




ogłoszenia artystyczne, informator kulturalny
Magdalena Katarzyńska

MamyCel.pl 120x90






Flag Counter




Zapisz się na newsletter!

zamów newsletter