Wpisy

  • środa, 19 września 2018
    • Dzisiaj z innej beczki

      A mianowicie trochę wycieczkowych wspomnień, którymi chciałam się z Wami podzielić. Bo jak zapewne zorientowaliście się przeglądając mój dzienniczek, to jest w nim wszystkiego po trochę. Ciut szycie, decoupagu, haftu, ale i książek, malarstwa i wędrówek pieszych i rowerowych. Ponieważ mam spore zaległości i trudno ponad rok życia zmieścić w kilku wpisach, wybiorę z tego worka rozmaitości co ciekawsze wydarzenia. I tak opowiem Wam o moich wycieczkach nie w potężne góry, nie wysokie szczyty, ale o dwóch ferratach, które pomagają mi pokonać moje lęki.

      I tak w ubiegłym roku na jesieni wybraliśmy się  na ferratę, która prowadzi  szczyt Martinské hole, położony w południowej części pasma górskiego Mała Fatra.

      Szlak w większej części zabezpieczono przy użyciu stopni, drabinek oraz stalowych lin. Samo podejście nie jest strome.Prowadzi zalesionym wąwozem, który wzdłuż potoku, który co jakiś czas przekraczamy dzięki drewnianym mostkom.

       

       

       

      Po drodze mijamy pozostałości kopalni - stare maszyny, wagonik, resztki torów. Niestety wejście jest zawalone, więc nie da się jej zwiedzić.  Zresztą osobiście nie lubię miejsc pełnych pająków i robactwa.

       


      Jak na złość zanim dotarliśmy do miejsca startu wspinaczki skręciłam nogę. Więc pytanie, co robimy? Zdrowy rozsądek podpowiada wracamy, ale ego, które  czasami bierze górę mówi idź, przecież jak już się zdecydowałaś to idź, nie pękaj, nie szukaj wymówek. Fajnie.Noga znów skręcona, boli, i czuję złość, bo mam wrażenie, że znowu dochodzi do głosu mój największy wróg - strach. I to przez niego moja noga się "wykręciła". Siadłam na kamieniu i biję się z myślami -  iść nie iść iść nie iść. Wiem, że staw nie jest mocno skręcony, że wystarczy go powoli rozmasować i mogę dalej ostrożnie stąpając wędrować. Ale jest on, mój zagorzały wróg, czuję jak sączy swój jad w moim sercu. Jak szepce: poddaj się, nie dasz rady, noga Cię boli, nie możesz iść,a jak się poślizgniesz???
      W końcu wkurzona wstaję i mówię idziemy. Tym razem nie dam ci satysfakcji nie pokonasz mnie. I tak ruszyliśmy z MP dalej. I chociaż wielu twierdzi, że nie jet to trudna ferrata, moje zdanie jest troszkę odmienne. Nie znam się zbytnio na klasyfikacji żelaznych dróg, bo są to moje początki, ale  wiem jedno stopień trudności nie zależy włącznie, od tego jaki się im nada. Ale od tego co dla kogo jest trudne. Bo to jest już uczucie subiektywne i nie ma na to żadnej klasyfikacji. Na nie jednej stronie zarzucono tej ferracie, że nie jest to stopień trudności C, ale gdy w grę wchodzą wiszące mostki, itp., to już kwalifikują ten fragment ferraty jako C.

      I nie ma znaczenia czy boimy się po tym mostku przejść, czy wręcz brawurowo będziemy skakać po nim, czy chodzić na dwóch rękach. Bo chyba stopnie trudności nie zależą od naszych lęków, czy ich braków. W każdym razie dla nas była to bardzo fajna wędrówka, choć jedno muszę przyznać (i dziękować muszę za to Bogu), na tej ferracie trzeba mieć długie nogi, bo niestety odległości między stopniami są dość duże. A przecież nie tylko musimy zrobić rozkrok, ale też odbić się i przejść na następny stopień, czyż nie???

       


      Tak jednak było w ubiegłym roku , w październiku. Pogoda dopisała humory, też. Dlatego postanowiliśmy poszukać czegoś jeszcze w okolicy. Oczywiście  w "okolicy". I na wiosnę tym razem padło na Góry Łużyckie -. Ferratę w Jonsdorfie Skalną grań przechodzimy klucząc między fantastycznymi formacjami piaskowca, pokonując ścianki, przewieszki, kominy i obłe, tak charakterystyczne dla tej skały, wyjścia „na tarcie”. Początek ferraty dla osób niskich może być dość trudno, ponieważ pierwszy stopień jest dość wysoko. I tu znów dziękuje Bogu, że nie należę do tych niskich i skostniałych (ćwiczenia rozciągające, to jednak pomocne bestie).Oczywiście mój wróg i przyjaciel - strach nigdy mnie nie opuszcza. Zaciskam zęby i idę. Krok z krokiem. pokonując siebie i swoje smoki. Zastanawiam się czy kiedyś pozbędę się tego czasami, podkreślam czasami irracjonalnego lęku. Bo na ogół ten lęk jest dobry. Chroni przed brawurą, rutyną, samozachwytem. Jednak czasami mógłby spuścić z tonu i dać żyć. Ale wiecie za każdym razem, gdy uda mi się przejść żelazną drogę, czuję niesamowitą radość i taką lekkość. Gdy jednak myślę o emocjach towarzyszących mi podczas tych wędrówek, to mam takie wrażenie,że uczucia jakie towarzyszyły mi po przejściu pierwszej ferraty już nigdy nie będą takie intensywne, wyjątkowe. Będą natomiast z całą pewnością inne.

       

       

       

       


       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      il_gattino
      Czas publikacji:
      środa, 19 września 2018 15:26

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny




ogłoszenia artystyczne, informator kulturalny
Magdalena Katarzyńska







Flag Counter


Zapisz się na newsletter!

zamów newsletter